profileAvatar
14:08 05.08.2020 Brygida
  • Comment Icon 3
  • Like Icon 4
  • heart icon

Magia Babiej Góry

Babia Góra/ Diablak – magiczna góra owiana legendami. Zwana również Górą Czterech Wiatrów, Kapryśną Królową lub, jak kto woli, Królową Beskidów.

Słyszałam o niej wiele, co rusz oglądałam zdjęcia znajomych, czy to robione o wschodzie słońca, czy też w ciągu dnia, jednak wciąż było mi do niej nie po drodze. W końcu przyszedł i czas na mnie. Wielka Korona Beskidów zobowiązuje ;)

 

Prognoza pogody wskazywała na to, że deszczem nie musimy się zbytnio martwić i tak też było przez cały czas wędrówki.


Rozpoczęliśmy od miejsca nader popularnego – Przełęczy Krowiarki. Z obawy przed tłumami na parkingu, postanowiliśmy przyjechać wcześnie rano. Jak się okazało, była to dobra decyzja, bo parking już się powoli zapełniał, a pan parkingowy czuwał na posterunku. Zapłaciliśmy 15zł za cały dzień parkingu, 6zł za wejście do Parku Narodowego (2os), a w prezencie otrzymaliśmy jeszcze kartkę pocztową- idealną do pokaźniej pocztówkowej kolekcji mojej Mamy :)


Spacer czerwonym szlakiem był nader miłym zaskoczeniem. Niemal równiutka nawierzchnia, cudne widoki i niewielka ilość osób na trasie sprawiały, że stała się ona moją ulubioną w Beskidach. Kto maszerował po Beskidach, ten wie, że większość szlaków jest zniszczona i czasem wymagają nie lada wysiłku, by je pokonać, a już na pewno dobrych, stabilnych butów i staminy ;)


Wędrowaliśmy powoli, ciesząc oczy i duszę otaczającą nas przyrodą, zatrzymując chwile w kadrach i na filmach. Całość zajęła nam znacznie dłużej niż przewidują znaki, ale nie miało to dla nas żadnego znaczenia. Ważniejsza była sama droga, a nie czas w jakim ją pokonamy.


Sokolica była pierwszym punktem widokowym, który dostarczył nam cudnych wrażeń wzrokowych, a przy okazji potwierdził nam, że Babia, to faktycznie góra czterech wiatrów, bo już tam wiało na tyle mocno, że trzeba było pilnować dobytku, żeby go nie wywiało w siną dal. No i na czas postoju trzeba było założyć kurtki. A to przecież tylko 1367mnpm i do celu podróży jeszcze długa droga.


Kolejnym, choć krótkim przystankiem była Kępa – 1521mnpm, z której rozpościerał się przepiękny widok na Tatry. Muszę przyznać, że tego dnia widoczność była cudna, a widoki cieszyły nie tylko nasze oczy.


Bardzo miłym zaskoczeniem na tej trasie był dla mnie również szczyt Gówniak, zwany również Wołowymi Skałkami (1617mnpm). Widoki z grani i odpowiednie ustawienie przypominały mi nieco Język Trolla w Norwegii, którego zdjęcia nieraz widziałam w necie. Mimo lęku wysokości, to miejsce nie wzbudzało we mnie aż takiego strachu, jakiego mogłabym się spodziewać, biorąc pod uwagę wysokość i moje wcześniejsze górskie doświadczenia.